Stałem naprzeciwko niego. On, po drugiej stronie ulicy,
patrzył na mnie . Wszystkie samochody, które przejeżdżały przez tą drogę
dzieliły nas śmiertelnym murem. Widziałem go przez łzy w moich oczach.
Uśmiechał się do mnie z miłością w oczach. A przecież nie zdążyłem powiedzieć
mu wszystkiego. Nie mógł wiedzieć. Jednak on uśmiechał się patrząc tylko na
mnie. Bałem się podejść, ponieważ żadne z aut nie chciało się zatrzymać. Gdzieś
w oddali ktoś trąbił, obok przejechał motor, gdzieś jechała karetka na sygnale.
Starszy uniósł głowę do słońca i uśmiechnął się. Lubiłem ten jego uśmiech. Śnił
mi się dzisiaj i pomógł podjąć decyzję. Chciałem go zawołać, ale przez ten
hałas nie usłyszałby mnie. Dlaczego tych aut było aż tyle? I dlaczego nikt nie
chciał się zatrzymać? Gdybym tylko mógł znaleźć się obok niego i ująć jego
dłoń… Wszystko byłoby inaczej. Z tej bezradności łzy pociekły po moich
policzkach. Hyung wydawał się smutny kiedy to zobaczył. Przesunął się o krok
nie zwracając uwagi na auta. Krzyknąłem głośno drżąc ze strachu. Każdy samochód
wymijał go dokładnie nie robiąc mu żadnej krzywdy. Znalazł się przy mnie cały i
zdrowy, a samochody nadal pędziły swoim tempem. Starszy z uśmiechem objął mnie
mocno tuląc do siebie. W jego oczach ujrzałem smutek i miłość. Coś było nie tak…
-Pamiętaj, że zawsze cię kochałem i nie ważne co wybierzesz,
zawsze będę cię kochał-usłyszałem jego cichy szept przy moim uchu. Nie
rozumiałem o co dokładnie mu chodziło, ale chciałem mu powiedzieć, że
zdecydowałem się na życie razem.
Gdy otworzyłem usta by odpowiedzieć, on ucałował moje wargi
dokładnie. Chyba trafiłem do nieba, ten pocałunek był idealniejszy od
czegokolwiek na świecie.
Tą cudowną chwilę przerwał intensywny, irytujący dźwięk po
mojej prawej, który stał się nagle bardziej odczuwalny. Spojrzałem tam. Całe, średniej
wielkości auto roztrzaskane na małe części. Obok niego leżało ciało. Ratownik
właśnie zakrył je całe. Zdążyłem zobaczyć tylko zakrwawioną twarz, ale od razu
ją poznałem…
A jego już nie było…