wtorek, 30 lipca 2013

Z pamiętnika Key



Paring: Jonghyun x Key (SHINee)


Z Pamiętnika Key

23.12.2012 rok
godzina: 02:45

Hej, to ja, Key. Znowu. Tak samo jak "znowu" Jego nie ma w domu. Pewnie znowu poszedł pić. Wódka, panienki i zabawa teraz są dla Niego najważniejsze. Nie wiem co się z Nim stało. Gdzie stary, dobry Jonghyun? Leże w łóżku i znowu nie mogę zasnąć. Minho leży pod spodem i cicho pochrapuje. Takiemu to dobrze, niczym nie musi się przejmować. Chce żeby Jonghyun już wrócił. Pijany, czy nie- nie musiałbym się tak martwić.
A tak. . . jutro wigilia. Mieliśmy ją spędzić wszyscy, w 5 jak co roku. Miał być śmiech, życzenia, zabawa i wspólnie spędzony czas. Co będzie? Leczenie Jonghyuna z kaca, pilnowanie go by nie poszedł się znowu upić i uspokajanie Taemina by nie płakał, że z jego Hyungiem wszystko jest w porządku. Ale nic nie było w porządku. Nikt nie wiedział co stało się z Jonghyunem, dlaczego tak nagle muzyka zaczeła go kompletnie nie ochodzić, gdzie kiedyś była całym jego życiem? Czy coś zmieniło się w jego domu, czy coś stało się z jego rodzinom, czy chłopcy i ja zrobiliśmy coś co zraniło go tak, że nie wie teraz co ze sobą zrobić?


24.12.2012 rok
godzina: 19:35
Było trochę lepiej. Hyung zrozumiał, że musimy dzisiaj być jak rodzina, że to szczególny czas, że mimo wszystko powinien jakoś się zachować. I zrobił to. Nie pił, przynajmniej sie starał jeśli nie policzyć mu tego likieru, który wypił kiedy Onew był zajęty rozpakowywaniem swojego prezentu potajemnie, a ja i chłopaki krzątaliśmy się po kuchni. Taemin znowu się uśmiechał, nawet przytulił Jonghyuna czego nie robił od dawna tłumacząc się, że Hyung jest spocony, że jest zmęczony, że chce przytulić Onew. Byłem jedynym, który znał prawdę. Wiele razy słyszałem jak Taemin płacze w jego i Jonghyuna pokoju. Musiałem wtedy przychodzić, ocierać jego łzy i przytulać do siebie, bo czarnowłosy spał jak zabity i nawet słonie by go nie obudziły. Taemin nie chciał przytulać Hyunga na dobranoc, na dzień dobry i w każdej innej sytuacji, bo zioneło od niego alkoholem co skutecznie odstraszało Maknae.
Zdawałem sobie jasną sprawę z tego, że z Hyungiem trzeba było coś zrobić, ale ani ja ani żaden z członków zespołu nie mógł nic zrobić. Kiedyś. . . ehh. . . tak, kiedyś. . . chciałem mu powiedzieć, chciałem. . . nawet bardzo. . . mogło być cudownie, alebo w sumie moje życie mogłoby stać się koszmarem. W sumie nic by się nie zmieniło, bo teraz też nim się stało.
Musze kończyć. . . Onew Hyung woła, że musze w końcu rozpakować swój prezent i złóżyć swoje życzenia.
Nie chce. . . pierwszy raz w życiu nie chce prezentu od przyjaciół, a tym bardziej składać im życzeń.

25.12.2012 rok
godzina: 15:50
Minho przyłapał Jonhyuna jak próbował wymknąc się z domu. . . znowu. To już chyba 50 raz kiedy to robi. Onew Hyung zebrał się cały w sobie i próbował z nim pogadać, ale nic do niego nie dociera. Dlaczego tak musi być? Kiedy zaczął się awanturować Taemin zatrzasnął się w pokoju i nikogo nie chciał wpuścić. Hyung nawet nie zdawał sobie sprawy co robił z naszym życiem. Jak bardzo niszczył zespół i to co do tej pory stworzyliśmy. Patrzyłem na to wszystko z boku i nie wiedziałem co robić, jak miałem pomóc sobie i moim przyjaciołom, każdy liczył na mnie, w końcu to ja znałem Jonghyuna najlepiej, w końcu to ja miałem z nim najlepszy kontakt i najbardziej ufał właśnie mi. Chciałem z nim porozmawiać, wytłumaczyć, ale tak by zrozumiał.
Może to właśnie trzeba było zrobić? Powiedzieć, doradzić, pomóc mu znaleźć wygodną drogę, może wtedy przestałby pić, może wszystko wróciłoby do normy, może znowu bylibyśmy jak kochająca się rodzina.
Jutro z nim porozmawiam. Tak tym razem na pewno, zbiorę się w sobie i kiedy Taemin będzie na ćwiczeniach pójdę do niego i porozmawiam z nim szczerze i w cztery oczy.

26.12.2013 rok
Godzina: 03:30
Wyszło na to, że nie tylko Taemin płakał tego dnia, że nie tylko jego tego dnia zranił Hyung.
Zaczynając od początku. Taemin chciał wejść do pokoju po swoje rzeczy, chciał iść pobiegać co było normalne w jego przypadku, ale Hyung oczywiście był zalany w trzy trupy i najpierw nie chciał go wpuszczać do pokoju mówiąc, że jest wyrodną dziwką i, że on takiej wcale, a wcale nie potrzebuje. Dobrze, że Onew Hyung miał klucz do ich pokoju i otworzył dla Taemina drzwi. Chłopiec tylko porwał rzeczy i wybiegł z domu. Było pewne, że gdzieś się zaszył, albo poszedł do Heechul hyunga się wypłakać. Wkurzyłem się. Byłem Ummą zespołu, to do czegoś zobowiązywało. Musiałem mu nagadać, albo ja albo nikt. Rozmawiałem z nim. Długo. To znaczy raczej ja mówiłem, on klną, ja krzyczałem, on mnie wyzywał. Powiedział, że chciałby mnie wyruchać. Kiedyś chciałbym tego, teraz, chciałem by stulił pysk i zniknął i już nikogo nie ranił. Kochałem Hyunga, tak potrafie to przyznać. Ale nie tak jak chłopaków. Kochałem go naprawdę chciałem z nim być, być z nim szczęśliwy, albo taić to w sobie by Hyung mógł szczęśliwie żyć, ale Jonghyun sam niszczył sobie życie. Wykrzyczałem mu w twarz, że nie ma tak prawa mówić, tak jak nie ma prawa mówić do Taemina, że jest dziwką, bo to nie prawda. Lecz Hyung oczywiście wiedział lepiej i zanim się spostrzegłem uderzył mnie, a później pocałował. Bolało. Tak cholernie bolało. Miałem ochotę go odepchnąć i też go uderzyć, ale nie potrafiłem tego zrobić. Przywarłem na długo do jego warg zapominając na chwile jakim jest dupkiem i jak rani wszystkie osoby po kolei które się o niego martwiły. Zapomniałem nawet o tym jaki był cudowny zanim się zmienił, zanim stał się chamem i głupkiem, jaki był kochany, słodki i czuły, jaki nie dawał żadnego z nas skrzywdzić, bo wydawało się mu że powinien nas bronić przed wszystkimi i wszystkim. Kiedy w końcu zebrałem się na odwagę i odepchnąłem go od siebie ten tylko zatoczył się, a ja wybiegłem ze łzami z pokoju. Usłyszałem za sobą już tylko głośne: „Key jesteś totalną świnią” i jego głupi śmiech.

29.12.2013 rok
Godzina: 15:16
Hyung zniknął. Nie ma go. Szukamy go już drugi dzień. Wyszedł przedwczoraj rano i jeszcze nie wrócił. Szukaliśmy go cały dzień. Wszyscy. Kiedy rano, przedwczoraj wyszedł był całkowicie trzeźwy co było dziwne. Znowu powiedział mi, że jestem taki śliczny i „lśniący” kiedy się uśmiecham. Jak dobrze, że nie wiedział co zrobił przedwczoraj. Wyszedł i nikt nie podejrzewał go o to, że ucieknie, bo mówił, że idzie do menadżera. Ale kiedy koło dziewiątej rano następnego dnia nie było go w domu, a Onew hyung dowiedział się od menadżera, że Jonghyuna wcale tam nie było wszyscy przeraziliśmy się nie na żarty. Szukaliśmy go cały dzień. Onew podzielił nas na grupki. Obaj dongsaengowie szukali na obrzeżasz, a my z Hyungiem w środku Seulu. Nigdzie go nie było, kiedy wróciliśmy pod wieczór Hyung kazał nam coś zjeść i kłaść się do łóżek, bo jeśli Jonghyun nie wróci to pójdziemy go od rana szukać. Nie mogłem na to pozwolić. Zjadłem coś, a raczej wmusiłem w siebie i poszedłem do pokoju udawać, że śpie, kiedy byłem pewny, że reszta jednak usneła wymknąłem się z domu i chodziłem po różnych klubach, zaułkach, modląc się, by w żadnym z nich nie leżał pobity, nie daj Boże nieżywy Hyung. Prawie pobili mnie jacyś pijani faceci, ale udało mi się uciec. Hyunga nigdzie jednak nie było. Przepadł jak kamień w wodę. Koło 4 rano postanowiłem wrócić do domu tak by nie zbudzić chłopaków. Jednak kiedy podeszłem pod dom okazało się, że w kuchni pali się światło. Drzwi od domu były otwarte. Nie, jednak nie wierzyłem w to, że Jonhyun wrócił. Okazało się, że to Onew Hyung czekał na na mnie w kuchni. Powiedział, że nie powinienem szlajać się w nocy tylko dlatego, że mój przyjaciel z niknął, bo wtedy i mi mogłaby stać się krzywda.
Teraz on i dwóch dongsaengów chodzą po mieście i szukają Jonghyuna, a ja zostałem zamknięty w domu, bo tylko plącze się pod nogami z niewyspania i tylko bym im przeszkodził zamiast pomóc.

30.12.2012 rok
Godzina: 03:30
Hyung. . . Jonghyun Hyung. . . on. . . nie żyje. . . Chłopaki go znaleźli, przyprowadzili do domu. Okazało się, że po pijaku znalazł w lesie domek i stwierdził że jest Kopciuszkiem, który w nim zamieszka. Jakiż on zabawny. . . Hyung, co Ty zrobiłeś?! Po prostu kiedy przyszli stwierdził, że chce się umyć, a nikt za niego, ani z nim tego nie zrobi. No więc daliśmy mu to pięć minut na prysznic, dłużej nigdy go nie brał. Kiedy nie schodził do nas coś mnie zaniepokoiło. Poszedłem na górę z Minho i zapukałem grzecznie. Nic. Głucha Cisza. Dobijaliśmy się długo dopóki Minho dongsaeng nie stwierdził, że trzeba wywarzyć drzwi. Kiedy wreszcie dostaliśmy się do środka okazało się, że. . . Jonghyun Hyung się powiesił. Próbowaliśmy go ratować. Taemin zemdlał więc Minho zabrał go do pokoju. Jjong jednak nie żył. Dlaczego to się stało>! Dlaczego?! Z jego kieszeni wystawała jakaś karta. Na niej napisane było „do Key”. Wybiegłem z domu, nie mogłem tego tam przeczytać. Tam gdzie umarła miłość mojego życia. W chatce, w której Jonghyun spędził ostatni dzień dopiero otwarłem list. Od razu kiedy zobaczyłem pochyłe, trochę niewyraźne pismo Hyunga po moich policzkach stoczyły się słone łzy.
„Drogi Key.
Jestem trzeźwy. Hura. Wreszcie. Pewnie byś się ucieszył. . . gdybym powiedział Ci to w twarz. Widziałeś mnie ostatnio trzeźwym. Uśmiechałeś się. Naprawdę. Byłem taki szczęśliwy, a co, sam przecież to zniszczyłem więc dlaczego mam żal do Ciebie nie do siebie? A no tak, przecież wszyscy są winni tylko nie ja. Wtedy właśnie pisałem. . . pisze ten list. Wtedy właśnie. . . Key przepraszam. . . znalazłem Twój pamiętnik. Wiem! To twoja własność! Nie powinienem go nawet tknąć, ale pokusa była wielka. Silna, silniejsza ode mnie, więc wziąłem go. Czytałem kartka po kartce, słowo po słowie. Raz czułem się szczęśliwy, a raz jak śmieć.
Byłem szczęśliwy, bo. . . odwzajemnisz moje uczucie mimo wszystko, mimo, że nie wiesz, że także Cię kocham, że kocham Cię tak mocno, że zapijam się żeby zapomnieć o Twoim istnieniu.
A potem. . . byłem śmieciem. Czytałem, jak bardzo Cię ranie kiedy nie jestem świadomy swoich czynów, jak sprawiałem, że cierpiałeś i płakałeś. Jak obrażałem, nie tylko Ciebie, ale i reszte moich przyjaciół. Gdzie w tym czasie był prawdziwy ja. . . gdzie był, kto go zabrał, chyba ten ja, który myślał, że picie załatwi wszystko. Chciałbym zmienić, naprawić wszystko, wszystko, dosłownie. Chciałbym zacząć życie od początku z Tobą i naszymi przyjaciółmi, chciałbym by było inaczej, dlaczego wiem, że nie mogę tego zmienić? Dlaczego czuje, że już tyle rzeczy zniszczyłem, że żadnej już i tak nie naprawie? Ale jednak nie chce trzeźwieć, nie chce patrzeć na was po tym wszystkim co zrobiłem.
Dlatego postanowiłem tozrobić Key, zrobić i nie żałować. Przecież wiem, że wtedy będę mógł się Tobą zatroszczyć lepiej. Wtedy już nie będę miał wyrzutów sumienia, że Cię smuce, bo nie będę miał jak. Zobaczysz, wszystko będzie lepsze, lepiej będziesz żył, będziesz szczęśliwy, a ja. . . ja wreszcie dam wam spokój, nie będziecie się martwić.
Przepraszam Key. Przepraszam Kibum. Za wszystko. Nie wybaczaj mi. Ale nadal mnie kochaj. Nie do końca, tylko znajdź sobie kogoś, byś był szczęśliwy. Ale kochaj mnie na razie tak jak pisałeś, że mnie kochasz.
Żegnaj”
Kiedy skończyłem czytać już nic nie widziałem, nie wiedziałem, ani nie słyszałem. Spojrzałem tylko pod stare, zniszczone łóżko i znalazłem do połowy wypróżnioną butelkę alkoholu.

czwartek, 4 lipca 2013

Bo bez ciebie, ja nie istnieję.

Paring: Uruha x Ruki (the GazettE)
Beta: Kim Sherleen


 Kiedyś obiecywaliśmy sobie nawzajem, że będziemy ze sobą do końca. Obiecywaliśmy sobie wierność i miłość. Pamiętam, jak szczęśliwe były twoje oczy tego dnia. Całowałeś mnie tak namiętnie. Twoje słodkie usta na mych wargach na zawsze pozostawiły ślad. Obiecywałem ci, że nikt poza tobą ich nie dotknie, że pozostaną tylko twoje do samego końca, na wieczność. Ty przysiągłeś to samo i dodałeś, że nasz koniec nastąpi razem. Bo przecież jeden, bez drugiego będzie niczym.
Ja wypełniłem swą obietnicę. Ty jednak nie dałeś rady. Nie mówię, że to twoja wina, wiem że tak nie jest. To nie ty spowodowałeś tamten wypadek. To pijany kierowca wjechał w ciebie. Pamiętam jak stałem w szpitalu, przy twym łóżku. Twe zamknięte oczy, blada twarz. Miałem resztki nadziei, jednak wtedy przyszedł ktoś i zburzył mój świat. To cierpienie wyryło mi się na zawsze w pamięci: przyszedł lekarz i powiedział chłodno, że to koniec. Nie przeżyjesz. I wtedy do końca rozbił się mój świat. Miałem nadzieję, że to tylko głupi żart. Błagałem, byś nie odchodził, lecz twojego ducha już tam nie było.
Obiecywałeś, że nasz koniec nastąpi razem, pamiętasz? Tak się nie stało.
I umarłeś. Dokładnie rok po naszej obietnicy, tego samego dnia i o tej samej godzinie. Nawet nie wiesz, jak bardzo cierpię, jak za tobą tęsknię. Jednak wiem, że słowa ‘błagam, wróć’ nie dadzą nic. Nie spodziewałem się, że przez tyle czasu można płakać. Mogę jednak powiedzieć jedno, ilość czasu spędzonego bez ciebie, i ilość wypłakanych przeze mnie z tęsknoty łez, nie ukoiły mojego bólu ani trochę. Jest wręcz przeciwnie, ten ogień trawi mnie coraz bardziej. Nie spodziewałem się, że istnieje aż tak silny ból. Jednak to wszystko sprowadza się do jednego - ciebie już nie ma, pozostałem sam. Wbrew naszej przysiędze. Wbrew naszej woli.
A teraz siedzę samotnie w naszym mieszkaniu. Tu jest tak pusto. Bo bez ciebie nie ma nic. Bez ciebie ja nie istnieję. Jestem już tylko pustym wrakiem. Wokół mnie stoją puste butelki po alkoholu. Z moich nadgarstków spływa, czerwonymi strumyczkami, krew. W ręce trzymam nasze ostatnie zdjęcie. Zrobiliśmy je kilka dni przed tym, zanim odszedłeś. Chciałbym płakać, jednak już nie mogę. Przez ostatni rok, po twej śmierci, wylałem już za dużo łez. Już więcej nie zniosę. Bo ja bez ciebie nie istnieję. Jedyne co mi teraz pozostało, to czekać aż śmierć i po mnie przyjdzie. Czekam, by tylko móc wtulić się w jej czarne ramiona i dołączyć do ciebie.
Powoli ogarnia mnie ciemność. Boje się. Ale czekam, czekam by móc znowu cię zobaczyć, poczuć twe usta. Tęsknię. Pamiętaj, cokolwiek się wydarzy będę cię kochać, na zawsze. Zrobię wszystko, byśmy byli razem.

Kocham cię Takanori, kocham ponad życie.

***

Dzisiaj odbył się pogrzeb Uruhy. Mimo swojej miłości, Takanori i Kouyou, zostali rozdzieleni. Tak wyglądała ich historia. I nic już nie będzie wstanie jej zmienić.
Po tym, gdy znaleźliśmy martwego Kouyou, ściskającego w ręce zdjęcie Rukiego i swoje, nie mogliśmy postąpić inaczej - został pochowany razem ze swoim ukochanym w jednym grobie. Mimo przeciwności kochankowie, chcieli być na zawsze razem. My spełniliśmy tylko ich ostatnią, niewypowiedzianą na głos prośbę.
Wpis ten, który znajduje się na ostatniej stronie wspólnego pamiętnika Uruhy i Rukiego ma zamknąć ich historię. Ich miłość przetrwała wszystko, nawet śmierć. Mam nadzieję, że jesteście już na zawsze razem, na zawsze szczęśliwi. Będę za wami tęsknił przyjaciele.

Yutaka Tanabe - Kai