Słyszałem jego delikatny głos. Jestem pewien! On tutaj jest!
Tylko czemu, do cholery, jest tak ciemno?! Gdzie to słońce?!
-Kibum!-warknąłem najgłośniej jak umiałem. Zamiast jego
głosu odpowiedział mi cichy szelest po lewej. Co on sobie w ogóle
wyobrażał?!-Key! Nie baw się ze mną!-warknąłem nie za bardzo zadowolony.
Już nieźle nabuzowany ruszyłem po omacku w stronę kolejnego,
tajemniczego szelestu. Uderzyłem o kant stolika kiedy tylko się poruszyłem.
-Kibum!-warknąłem lodowatym głosem. To mi się wcale nie
podobało.-jeśli zaraz nie zaświecisz tego światła to stanie się coś złego. I to nie koniecznie mi.
Z boku rozległ się chochlikowaty śmiech, a ja od razy tam
wystrzeliłem trafiając na próg i wykładając się.
-Kurwa mać! Key! Czuj się zgwałcony! Już nie
żyjesz!-krzyknąłem podnosząc się i rozmasowywując kolano.
Jakiś cień mignął obok. Westchnąłem ciężko, a moje oczy
wreszcie przyzwyczaiły się do ciemności.
-Kibum, musze coś Ci powiedzieć.-westchnąłem zrezygnowany i
coraz bardziej zirytowany. Nie usłyszałem odpowiedzi, tylko cichy szelest obok
mnie i świst powietrza.
-Ja naprawdę musze Ci coś powiedzieć!-warknąłem w pustkę i
odetchnąłem głęboko
Teraz albo nigdy. Albo raczy mnie wysłuchać, albo tylko się
zbłaźnię. To i tak nie pierwszy raz kiedy będę się błaźnił. To wcale, a wcale
nie leżało w mojej naturze, ale dla tej Divy mogłem poświęcić wiele. Wciąż
zastanawiające było to co tu się działo. Brak jakiegokolwiek źródła światła.
Wzrok może i już przyzwyczaił się do tej ciemności, ale to nic nie dawało,
wszystko wydawało się takie odległe, złe i zimne. Mogłem zastanawiać się w
ogóle gdzie jestem- nie było to ani studio, ani budynek zarządu, ani dorminatorium-
ale moje myśli krążyły raczej przy tym jak się tu znalazłem, a tym bardziej
dlaczego sądziłem, że jest tu ze mną Kibum…
W tym samym momencie moje myśli zwiódł śmiech Divy. Tak
dobrze słyszalny, tak czysty i prawdziwy.
-Sam tego chciałeś-warknałem i stanąłem w miejscu biorąc
głęboki oddech przymykając oczy.-Kibum , wiem, że pewnie i tak mnie nie
zechcesz, że i tak tego wszystkiego nie zaakceptujesz i karzesz mi odejść, ale
po prostu chce byś wiedział. Tylko tyle. To da mi wreszcie spokój, może w końcu
się wyśpie, a ten kamień spadnie mi ostatecznie z serca. To nie tak, że nie
jestem tego pewien, to nie tak, że nie walczyłem ze sobą. Uciekałem się nawet
do chodzenia na 5 randek dziennie. Ale to nic nie dawało, już nawet nie chce
walczyć o siebie. Będę walczył o Ciebie byś był szczęśliwy i spełniał marzenia.
Pomogę Ci w tym, zmienie się i zrobie co w mojej mocy by Twój świat był lepszy.
Zespół, chłopaki są częścią naszej, małej rodziny, ale to o Ciebie chce
troszczyć się najlepiej jak potrafie. Już więcej nie będę musiał patrzeć jak
cierpisz, sam dopilnuje tego byś nigdy nie cierpiał. Tylko… nigdy nie odchodź,
bądź chociaż obok, patrz na mnie czasem, po prostu bądź. Najbardziej w życiu
boję się braku Ciebie. Nie odchodź, Kocham Cię.-wyrzuciłem coraz bardziej
przybity.
I nagle wszystko zaczęło się zmieniać. Czerń rozjaśniły
jakieś czerwone światła. Coś, jakby mgła, nagle zaczęło opadać. Rozejrzałem
się, a w mózgu odblokowały się jakieś drzwi. Przede mną za szybą stał menadżer,
obok niego prezes i jeszcze kilka innych osób. Wszyscy mieli takie same
zdziwione miny. Rozejrzałem się i zrozumiałem, że to była tylko iluzja…
-Wyprowadźcie go stąd i dopilnujcie by nie zrobił czegoś
głupiego-mruknął prezes przyciskając uprzednio jakiś przycisk-aha… i dawajcie
następnego…
[Od autora]:
Wiem, że długo nie było żadnych postów i w ogóle, ale moja wena postanowiła wyjechać w podróż dookoła świata, albo jak to nazwała moja kuzynka 'w podróż poślubną z yuri'. Umma także nic nie dodaje ponieważ jej laptop odmówił posłuszeństwa (parszywiec jeden)
Co do pewnego komentarza. Przepraszam za moje błędy. Dla was mogą być one rażące, jednak ja mam problemy z ortografią i interpunkcją i z tym wszystkim, dlatego nie wiem czasem że tu czy tam robie błąd.Wszystkich za to przepraszam, że jest dużo błędów i za wszystko inne.
Co złego to nie ja ;)~ Ukecian