środa, 26 czerwca 2013

Twój własny świat

Paring: Tao x Kris (EXO)

Sam już nie wiedział… to był dzien czy noc… żadnej różnicy. W myślach wciąż przeklinał dzień w którym wybrał dzielenie pokoju z Krisem. Ten od nieprzerwanie bitych trzech godzin przesiadywał na portalach, gdzie poznawał nowych ludzi, niewyjawiając im ani rąbka swojej prawdziwej tożsamości. Nieco zdenerwowany, ale mimo wszystko zauroczony wpatrywał się w niego. Zamyśloną twarz, skupione oczy, zgięta nad laptopem posturę. Kris był przystojny. Bardzo przystojny. W oczach Tao uchodził za swego rodzaju męski wzór.
-Kris… idź wreszcie spać.-mruknął niewytrzymawszy w końcu następnej minuty wpatrywania się w błądzące po klawiaturze palce starszego.
-Tao… to Ty jeszcze nie śpisz?-starszy z dwóch mężczyzn rzucił troskliwe spojrzenie w stronę swojego lokatora.
-No raczej nie.-burknął urażony samolubnością Krisa.-jak mam spać kiedy ty tak mocno walisz w te klawisze, a światło od laptopa jest tak mocne, że przykrycie głowy dwoma kołdrami nic nie daje?
-Przepraszam. Jeszcze tylko chwila i już się kładę!-zapowiedział żarliwie Kris i z powrotem wrócił do szaleńczego czatowania. Jednak jego ‘chwila’ zmienił się na godzinę, aż w końcu Tao zasnął mimo to za bardzo znużony dniem. Kiedy tylko obudził się następnego dnia-okazało się, że jego gege siedzi już przy swoim laptopie i nieprzerwanie coś pisze, a dźwięki klawiszy przerywane są tylko dźwiękami spacji lub entera. Zmęczony i niewyspany Tao złapał się za głowę i zaklął cicho. Miał teraz wielką, nieprzymuszoną ochotę na to by wydrzeć się na Krisa i jego fanaberie i zachowanie z ostatnich tygodni. Jednak nie był aż tak mało inteligentny by to zrobić. Wiedział, że przecież to i tak nic nie da. Postanowił więc sięgnąć po ostrzejsze środki. Wyciągnął z pod poduszki swojego smartfona i sprawdził połączenie z Internetem. Kątem oka zerknął na stronę na, której przesiadywał starszy i zaraz się tam zalogował. Zanim jednak zauważył swój błąd już był użytkownikiem Xióngmā, a raczej… użytkowniczką. Przeklął swoje niedopatrzenie i działanie w pośpiechu, ale postanawiał nie powtarzać tej czynności od nowa. Teraz pojawił się już tylko jeden problem.
-Gege… z kim piszesz?-zapytał przymilnie i zerknął mu przez ramie, zanim ten zdążył zabrać laptopa.
-Nie twoja sprawa.-burknął cały czerwony Kris i odczekał chwilę dopóki tawścibska panda nie odwróciła się. ‘Kris’… cóż za wytworny, pomysłowy i zaskakujący login, ale czego się można było spodziewać po czarnowłosym, który tylko chciał poznawać ludzi, a nie robić na nich jakiegoś wielkiego, niezatartegowrażeni. Szybko odnalazł go w grupie dostępnych i chwilę się zawahał. Czy właśnie to mogło mu pomóc przywrócić dryblasa do świata żywych nieumartych? Czy to naprawdę spowoduje, że Kris zacznie na nowo się nim i resztom chłopaków przejmować? Zerknął na niego i jego pogrążoną w zamyśleniu twarz, po czym kiwnął głową dla dodania sobie otuchy. Odzyska go dla nich wszystkich. ‘oppa’-brzmiała pierwsza wiadomość. Niby banalna, ale zaraz zmusi Krisa do myślenia. ‘skąd wiesz, że jestem starszy?’-odpowiedź pojawiła się po chwili i wywołała uśmiech zadowolenia na ustach blondyna. ‘po prostu to wiem’-napisał pewnie chcąc zachęcić Krisa do kolejnych wiadomości. ‘aha… Xióngmāo… kim jesteś?’-więc Kris nie bawił się w krótkie wiadomości, owijanie w bawełnę i zbytniego niespoufalania. ‘a ty kim jesteś oppa?’-jeśli starszy teraz napisze mu prawde to się chyba skończy. Starszy zerknął na swojego lokatora by upewnić się czy tamtego nie rozbudziło głośne stukanie. Na szczęście blondyn zdążył schować telefon pod poduszkę. Kris czuł się trochę, ale tylko troszeczkę podle wiedząc o tym, że jego dongsaeng nie wysypia się od paru dni przez jego nowe, a już ulubione zajęcie. ‘kimś, czy właśnie to cię interesuje?’-Kris chyba nie miał zamiaru odpuszczać tej rozmowy i osoby. Inni już dawno stwierdziliby, że nie ma sensu rozmawiać. ‘nawet nie wiesz jak bardzo. Widze cie tu dość często, mimo iż sam…’-czy on musiał się pomylić do cholery?!-‘… sama zalogowałam się tu dopiero dzisiaj.’ ‘no to pewnie stała bywalczyni . No wiesz, lubie to i tamto, jestem tym i tamtym, zajmuje się tamtym i tym.’ Tao przeklął w duchu głupie odpowiedzi Krisa. Czy on chociaż raz nie mógłby odpowiedzieć jak na normalnego człowieka przystało?! Nawet nieznajomej dziew…dziewczynie. Tak to była jego wina, ale jak już zagłębił się w tą pasjonując rozmowę to postanowił się trochę powkurzać, a później odpuścić sobie i jakoś to przeboleć. ‘a i pewnie mieszkasz tu i tam, przyjaźnisz się z tymi i tamtymi i jeździsz czymś i czymś innym’-Tao wywrocił oczami ‘no prawie jakbyśmy znali się od lat!’ Od tygodnia ciągłe konwersacje z Krisem przez Internet. W domu prawie ze sobą nie rozmawiali tak naprawdę naprawdę. Tao zbywał za każdym razem kiedy widział go z laptopem lub telefonem w ręce. Specjalnie dla niego kupił nową kartę do telefonu by on mógł popisać sms’y z głupią postacią dziewczyny idealnej, którą dla niego wykreował . A sam… co się z nim działo?! Na widok Krisa serce biło mu mocniej, jego oddech stawał się gorący, a wzrok podążał tylko za dryblasem… Więc to to była ta tak zwana miłość?... Ta odwzajemniona, ale jednak nie. Czy to właśnie na zakochaniu się w czarnowłosym chłopaku mu zależało, kiedy wmawiał sobie, że odzyska go dla siebie, dla zespołu? Może właśnie o to mu chodziło, a teraz nie wiedział jak to odkręcić. Co zrobić by Kris przestał kochać tą głupią pandę-dziewczyne, którą sam stworzył, wyhodował, a teraz chciał ‘zabić’. Właśnie… zabić. ‘Kris oppa… wyjeżdżam… daleko, do Anglii. Nie będziemy mogli ze sobą pisać… tak bardzo mi przykro.’-napisał tego sms’a najszybciej jak potrafił i od razu wysłał. Bał się, że jeśli tego nie zrobi, szlag trafi jego postanowienie i znowu zostawi dziewczynę dla Yi Fana, by go nie ranić i nie sprawiać mu bólu. ‘co?! Jak to?! Dlaczego?! Zostań tu ze mną!’ Tao zabolało to bardziej niż się tego spodziewał. Więc… więc Kris naprawdę zakochał się w postaci, którą sam wykreował. W dziewczynie… po jego policzkach spłynęły łzy i miał ochotę by wybiec z domu i pobyć samemu, ale nie mógł, było już późno i wszyscy by się martwili, a fanki pod ich domem zdarłyby z niego nawet skórę. ‘Przepraszam oppa… musze już kończyć. Żegnaj’ Może miał jeszcze ochotę by wytłumaczyć mu to wszystko, ale… nie miał już na to siły. Chciał cofnąć czas do głupiej chwili, w której postanowił to zrobić. Najgłupszą chyba rzecz w jego nędznym życiu. Co on sobie myślał, kiedy zaczął pisać ze starszym, dlaczego nikt inny się za to nie zabrał, tylko on, dlaczego wierzył, że Kris wróci, a może nawet… się w nim zakocha tak? Był naiwny jak dziecko, a nawet bardzie. Niby miał już te swoje lata, ale jakoś nie mógł przyjąć do wiadomości, że mężczyzna nie przyjmie jego uczuć i ich nie odwzajemni. W końcu Kris wolał dziewczyny… ładne, zgrabne, uśmiechnięte rudowłose modelki. A nie… pandy o wiecznie zmrużonych oczach, z prawie niezauważalnym uśmiechem i wlepionym w niego spojrzeniem. Nie sprawdził nawet co odpisał mu gege, tylko od razu usunął kartę z telefonu, złamał, a telefon rzucił w kąt, który na szczęście poleciał na fotel. Otrząsnąwszy się nieco poszedł do pokoju by wziąć długą kąpiel i położyć się spać. Tą noc spędzi w salonie na kanapie, by nie musieć patrzeć na załamanego Krisa i jego próby dotarcia do ‘dziewczyny’. Rozmasowywał skronie dla uspokojenia, co nie przynosiło zbytnich rezultatów. Otworzył drzwi i zastał całkowitą ciemność. Coś było nie tak… przecież jeszcze 5 minut temu widział jak Kris tu wchodził i na pewno jego laptop po tej chwili musiał być włączony, a starszy ze sprzętem na kolanach powinien siedzieć na materacu. W pokoju panował zbyt podejrzany spokój, ale to nie mogło trwać za długo… Zanim zdążył pisnąć coś, a raczej ktoś wciągnął go do ciemnego pokoju i przytrzymał za rękę by nie włączył światła. Tao aż drżał wystraszony tym co teraz mogło się stać. Nie wiedział z kim jest w pokoju i jak może się wywinąć. Wushu było po drugiej stronie pokoju więc to odpadało. W tej chwili poczuł charakterystyczne tylko dla jednej osoby uściśnięcie-samymi końcami palców, dość mocno-i dokładną miękkość jego palców, które znał na pamięć. Osobą tą nie mógł być nikt inny niż jego współlokator.
-Witaj Xióngmāo.-Tao zadrżał-późno wracasz do pokoju. Już dawno powinnaś spać.
-Tak, no, ale byłem zmę…-Zitao zatrzymał się, a jego oczy powiększyły się ze zdziwienia i teraz świeciły dokładnie oświetlone przez światło latarń ulicznych. Kris… gege… powiedział do niego ‘powinnaś’.
-Tak Xióngmāo, wiem o wszystkim.-uśmiechnął się dumny Yifan.-nie myśl, że nie wiedziałem pandzioszko. Panda zarumieniła się i szarpnęła mocno by wyrwać się z uścisku starszego i wybiec z pokoju. -Nie, nie, nie. Zostajesz tutaj mały kłamczuszku. I będziesz mnie znosić całą noc.-zawyrokował gege, nadal ze zbyt wrednym uśmiechem Chłopak poczuł jak ściska mu się gardło, a do oczu napływają łzy. Lider teraz karze mu patrzeć jak będzie romansował i rozmawiał z kobietami w sposób zbyt seksowny. A on… wcale nie chciał widzieć osoby której oddał serce jak robi coś taki i mówi takim seksownym tonem, którego on nigdy nie usłyszy skierowanego do siebie.
-Nie chce. Pójdę dzisiaj spać na sofie, bo chce się wreszcie wyspać. I przepraszam za ten problem, którego ci przysporzyłem. Myślałem… myślałem, że dzięki temu cie odzyskamy.-mruknął i znowu się szarpnął. -Chwila nieznośna pando.-odwrócił go do siebie i spojrzał mu w oczy
-Przyjąłem twoją miłość jako plastikowej modelki, bo wiedziałem, że to mój mały Tao, to teraz nie uciekaj przede mną i przyjmij moją, a obiecuje, że następne noce spędzimy bez laptopa tylko we dwoje. Bo cie kocham kłamczuchu jeden!-Kris zaśmiał się i wpił czule w jego usta, a Tao… cóż.