O Mój Boże! Jeszcze chyba nigdy nie było mi tak gorąco!
Środek lipca 30 stopni w cieniu. Jeszcze nigdy nie męczyło mnie nic
nierobienie, a tu proszę. Byłem tak zmęczony, że najchętniej poszedłbym spać…
bo jak inaczej skutecznie odpędzić zmęczenie? Ale oczywiście nie mogłem…
ślęczałem na tym gorącu na zewnątrz co gorsza! I to w pełnym słońcu! Boże! Choć
kroplę deszczu! Taki mi było żal samego siebie… a jeszcze bardziej mojego
Pracusia. Ale to jego wina! Kto widział naprawiać tego starego gruchota w pełnym
słońcu?! Ale to był mój mężczyzna. Jak się uprze to mnie jeszcze w kręci i
szczerze nie odpuści. Siedziałem więc z boku na masce patrząc jak grzebie coś
pod maską, a jego seksowne ciało oblewa kolejna fala złości i frustracji. Jego
piękne ciało było zroszone potem co było jeszcze seksowniejsze, a dzięki temu
właśnie w mojej głowie tworzyły się różne zbereźne myśli. Najchętniej w tym
momencie zdjąłbym mu koszulkę pod pretekstem ‘będzie Ci chłodniej’. Ale mój
‘okropny’ facet wolał się smażyć w koszulce bylebym ja sobie nie popatrzył. Co
jakiś czas prosił mnie tylko o jakieś narzędzie, a ja jako ten mało wiedzący, a
raczej nic niewiedzący podawałem mu zawsze nie to co trzeba. Widziałem, że jest
coraz bardziej zdenerwowany więc i ja zaczynałem się stresować i naprawdę,
naprawdę miałem ochotę go okrzyczeć. W końcu widziałem, że nie wytrzymał i
wyprostował się cały nabuzowany. Zły szarpnął z siebie koszulkę i rzucił ją
gdzieś w bok. Oho… nie było dobrze. Houston… to wina tego, że nie rozróżniałem
klucza francuskiego… od całej reszty tego wszystkiego. Od razu jego spojrzenie
przewędrowało z auta na mnie i nim się obejrzałem był przy mnie rozkładając
moje uda. Em… Jesteśmy na zewnątrz… na środku podjazdu. A mój facet widać musi
spożytkować swoją złość i frustrację. W końcu wepchnął się między moje uda, a
pocałunek jaki złożył na moich ustach wręcz zwaliłby mnie z nóg… gdybym nie
siedział. Powoli objąłem go za szyję oddając zachłannie pocałunek i zatapiając
się w jego ustach. Eli napiął mięśnie i przyciągnął mnie władczo tak, że aż nie
mogłem nie objąć go nogami w pasie. Słodkie pocałunki i złączone w tym gorącu
spocone ciała dawały niewyobrażalny i piorunujący efekt. Westchnąłem w jego
wargi wciąż i wciąż wpijając się w jego wargi i smakując ich z zaskakującą nawet
dla mnie samego czułością. W końcu Eli naparł na mnie mocno i aż jęknąłem.
Poczułem dokładnie w tej samej chwili to co on czuł kiedy byłem obok, a on
musiał się powstrzymywać.
-J… jesteśmy na podjeździe… ktoś może tędy
przechodzić.-wysapałem cicho i otarłem się o niego kiedy zwinnym ruchem zrzucał
ze mnie koszulkę i ‘przez przypadek’ trącił mój sutek.
-Nic mnie to nie obchodzi-usłyszałem głośne trzaśnięcie, że
aż podskoczyłem i zauważyłem, że maska
opadła w dół, a ukochany właśnie mnie na niej kładł-nic, a nic. Chce cię tu i
teraz.
Ten głos sprawił, że moje zmysły zapłonęły, wręcz stanęły w
ogniu, a ja chciałem podążać za nim na kraniec świata i poddać się każdej
upojnej torturze, którą dla mnie przygotował, a byłem pewien, że jakieś ma w
zanadrzu… i to pewnie wcale nie byle jakie.
To co wyczyniał z językiem na moim torsie było obłędne i
sięgało najwyższych progów nieba. Chciałem szeptać jak mi dobrze, ale kiedy
tylko suchość w gardle ustępowała i byłem zdolny coś wychrypieć, on skutecznie
zagłuszał moje słowa celnymi trafieniami w nerwy, które dokładnie i czule
pieścił. Kiedy w końcu odpuścił, a ja mogłem spokojnie dobrać się do jego
spodni…
Poczułem jak ktoś koło mnie nerwowo się porusza. Kiedy
otworzyłem zaspane oczy przez chwile nie wiedziałem co się dzieje dookoła.
Kiedy wreszcie z ogromną siłą dotarło do mnie to, że to tylko sen poczułem się
cholernie, naprawdę cholernie zawiedziony. Westchnąłem cicho patrząc na mojego
mężczyznę, który położył się na boku by móc powoli miziać mój tors. A mogło być
tak pięknie… Boże dlaczego?!
-Miśku. Wiesz, że dzisiaj pomagasz mi naprawić tego
gruchota? Wiem, że jest gorąco i to środek lata i w ogóle… moglibyśmy pójść nad
morze czy na basen, ale… zrozum mnie. Jutro to odrobimy. Obiecuje-patrzył na
mnie jak zwykle tymi swoimi maślanymi oczkami, a ja pierwszy raz w życiu nie
miałem ochoty się sprzeczać.
-Nie nie! Bardzo chętnie Ci pomogę!-uśmiechnąłem się
diabelsko. Czyżbym miał prorocze sny?
~ Ukecian
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz