wtorek, 25 lutego 2014

Myśli


O Mój Boże! Jeszcze chyba nigdy nie było mi tak gorąco! Środek lipca 30 stopni w cieniu. Jeszcze nigdy nie męczyło mnie nic nierobienie, a tu proszę. Byłem tak zmęczony, że najchętniej poszedłbym spać… bo jak inaczej skutecznie odpędzić zmęczenie? Ale oczywiście nie mogłem… ślęczałem na tym gorącu na zewnątrz co gorsza! I to w pełnym słońcu! Boże! Choć kroplę deszczu! Taki mi było żal samego siebie… a jeszcze bardziej mojego Pracusia. Ale to jego wina! Kto widział naprawiać tego starego gruchota w pełnym słońcu?! Ale to był mój mężczyzna. Jak się uprze to mnie jeszcze w kręci i szczerze nie odpuści. Siedziałem więc z boku na masce patrząc jak grzebie coś pod maską, a jego seksowne ciało oblewa kolejna fala złości i frustracji. Jego piękne ciało było zroszone potem co było jeszcze seksowniejsze, a dzięki temu właśnie w mojej głowie tworzyły się różne zbereźne myśli. Najchętniej w tym momencie zdjąłbym mu koszulkę pod pretekstem ‘będzie Ci chłodniej’. Ale mój ‘okropny’ facet wolał się smażyć w koszulce bylebym ja sobie nie popatrzył. Co jakiś czas prosił mnie tylko o jakieś narzędzie, a ja jako ten mało wiedzący, a raczej nic niewiedzący podawałem mu zawsze nie to co trzeba. Widziałem, że jest coraz bardziej zdenerwowany więc i ja zaczynałem się stresować i naprawdę, naprawdę miałem ochotę go okrzyczeć. W końcu widziałem, że nie wytrzymał i wyprostował się cały nabuzowany. Zły szarpnął z siebie koszulkę i rzucił ją gdzieś w bok. Oho… nie było dobrze. Houston… to wina tego, że nie rozróżniałem klucza francuskiego… od całej reszty tego wszystkiego. Od razu jego spojrzenie przewędrowało z auta na mnie i nim się obejrzałem był przy mnie rozkładając moje uda. Em… Jesteśmy na zewnątrz… na środku podjazdu. A mój facet widać musi spożytkować swoją złość i frustrację. W końcu wepchnął się między moje uda, a pocałunek jaki złożył na moich ustach wręcz zwaliłby mnie z nóg… gdybym nie siedział. Powoli objąłem go za szyję oddając zachłannie pocałunek i zatapiając się w jego ustach. Eli napiął mięśnie i przyciągnął mnie władczo tak, że aż nie mogłem nie objąć go nogami w pasie. Słodkie pocałunki i złączone w tym gorącu spocone ciała dawały niewyobrażalny i piorunujący efekt. Westchnąłem w jego wargi wciąż i wciąż wpijając się w jego wargi i smakując ich z zaskakującą nawet dla mnie samego czułością. W końcu Eli naparł na mnie mocno i aż jęknąłem. Poczułem dokładnie w tej samej chwili to co on czuł kiedy byłem obok, a on musiał się powstrzymywać.
-J… jesteśmy na podjeździe… ktoś może tędy przechodzić.-wysapałem cicho i otarłem się o niego kiedy zwinnym ruchem zrzucał ze mnie koszulkę i ‘przez przypadek’ trącił mój sutek.
-Nic mnie to nie obchodzi-usłyszałem głośne trzaśnięcie, że aż  podskoczyłem i zauważyłem, że maska opadła w dół, a ukochany właśnie mnie na niej kładł-nic, a nic. Chce cię tu i teraz.
Ten głos sprawił, że moje zmysły zapłonęły, wręcz stanęły w ogniu, a ja chciałem podążać za nim na kraniec świata i poddać się każdej upojnej torturze, którą dla mnie przygotował, a byłem pewien, że jakieś ma w zanadrzu… i to pewnie wcale nie byle jakie.
To co wyczyniał z językiem na moim torsie było obłędne i sięgało najwyższych progów nieba. Chciałem szeptać jak mi dobrze, ale kiedy tylko suchość w gardle ustępowała i byłem zdolny coś wychrypieć, on skutecznie zagłuszał moje słowa celnymi trafieniami w nerwy, które dokładnie i czule pieścił. Kiedy w końcu odpuścił, a ja mogłem spokojnie dobrać się do jego spodni…

Poczułem jak ktoś koło mnie nerwowo się porusza. Kiedy otworzyłem zaspane oczy przez chwile nie wiedziałem co się dzieje dookoła. Kiedy wreszcie z ogromną siłą dotarło do mnie to, że to tylko sen poczułem się cholernie, naprawdę cholernie zawiedziony. Westchnąłem cicho patrząc na mojego mężczyznę, który położył się na boku by móc powoli miziać mój tors. A mogło być tak pięknie… Boże dlaczego?!
-Miśku. Wiesz, że dzisiaj pomagasz mi naprawić tego gruchota? Wiem, że jest gorąco i to środek lata i w ogóle… moglibyśmy pójść nad morze czy na basen, ale… zrozum mnie. Jutro to odrobimy. Obiecuje-patrzył na mnie jak zwykle tymi swoimi maślanymi oczkami, a ja pierwszy raz w życiu nie miałem ochoty się sprzeczać.
-Nie nie! Bardzo chętnie Ci pomogę!-uśmiechnąłem się diabelsko. Czyżbym miał prorocze sny?



~ Ukecian

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz