Powolnym krokiem szedłem niewielką uliczką pomiędzy blokami. W pewnym momencie zadzwoniła moja komórka, którą zaraz wyciągnąłem z kieszeni spodni. Spojrzałem na wyświetlacz i mimowolnie się uśmiechnąłem, bo dzwonił mój Maluszek. Odebrałem połączenie słysząc jego cudowny głos.
- Eli hyung, przyjedziesz po mnie dzisiaj? – Zapytał swoim słodkim głosikiem. – Proosze…
Uśmiechnąłem się szerzej już wyobrażając sobie, jak Eluś wychodzi ze szkoły i biegnie zaraz do mnie z utęsknieniem. Kiedy mogłem przyjeżdżałem po niego pod szkołę i razem jechaliśmy do naszej kawiarni a potem w różne miejsca by spędzić miło czas. Do późnego wieczora przesiadywałem u niego w domu, czasem pomagałem mu w lekcjach czy przygotowywaniu się do sprawdzianu. W weekendy przyjeżdżał do mnie na noc, więc cały czas mogliśmy wtedy być razem.
- A dostane za to buziaka? – Zapytałem już marząc o tym, by go przytulić i pocałować.
- Tak. Nawet kilka tylko przyjedź po mnie. – Odparł prosząco.
- Dobrze. To przyjadę po ciebie. – Powiedziałem i wtem zobaczyłem, że na końcu uliczki zatrzymuje się jakiś czarny samochód, z którego wysiadło czterech potężnych i łysych mężczyzn. – Kochanie, muszę już kończyć. Zobaczymy się później. Kocham Cię. – Szepnąłem na koniec rozłączając się i nie spuszczając z oczu nieznajomych, którzy szli w moją stronę. Przeczuwałem kłopoty, choć tych gości w ogóle nie znałem.
- Ellison Kim? – Zapytał jeden z nich łypiąc na mnie groźnie.
- Zależy, kto pyta. – Odpowiedziałem zatrzymując się przed facetem i patrząc na niego z powagą. Nie miałem pojęcia, kim są i czego chcą ode mnie.
- Pójdziesz z nami. – Powiedział nie spuszczając ze mnie spojrzenia.
- Wybaczcie, ale mam inne plany. – Odparłem i już chciałem go wyminąć, kiedy mocno złapał mnie za rękę ramię odwracając mnie w swoją stronę.
- Nie masz wyjścia. – Syknął a jego towarzysze osaczyli mnie.
- Nie będziecie mi rozkazywać. – Szarpnąłem ręką uwalniając się z jego uścisku. Zaraz jednak usłyszałem jak wyciągają broń i je odbezpieczają mierząc we mnie.
- Zrobisz, co ci karzemy. – Powiedział stanowczo mężczyzna podchodząc do mnie powoli. – Idziemy. Do samochodu. – Rozkazał a ja poczułem lufę z tyłu z tyłu głowy i chcąc nie chcąc ruszyłem na przód.
Tuż przed drzwiami poczułem silny ból z tyłu głowy, a potem już widziałem tylko ciemność.
Ocknąłem się czując lodowatą wodę, którą zostałem oblany. Szeroko otworzyłem oczy i nim się zorientowałem, co jest grane, brutalnie wyciągnięto mnie z bagażnika i rzucono na ziemię. Syknąłem cicho podnosząc się zaraz na łokciach.
- Gdzie jest twój przyjaciel, KyuNeul? – Zapytał pochylając się nade mną.
- Nie wiem. – Odparłem, co poniekąd było prawdą.
- Zadam pytanie jeszcze raz. Kolejnej szansy nie dostaniesz. – Rzekł cicho i złowrogo patrząc mi w oczy. – Gdzie jest KyuNeul?
- Nie wiem. – Odpowiedziałem dobitnie i z pewnością siebie.
Mężczyzna jeszcze przez chwilę mi się przyglądał, po czym wyprostował się i odszedł parę kroków wyciągając papierosa i zapalniczkę.
- Do roboty chłopcy. – Powiedział odwracając się.
Zaraz mnie podnieśli i zaczęli okładać mnie pięściami. Próbowałem się obro-nić, ale kiedy znów uderzono mnie z tyłu głowy upadłem na ziemię będąc wciąż bi-tym i kopanym.
W pewnym momencie zadzwoniła moja komórka. Modliłem się w duchu by to nie był tylko Eluś. Zapewne z niecierpliwością czekał na mnie pod szkołą i za-czynał zastanawiać się, gdzie jestem.
Mężczyźni przeszukali wszystkie moje kieszenie by odnaleźć telefon, który zaraz przekazali swojemu szefowi.
- A któż to dzwoni? – Zapytał patrząc na ekran komórki. – Eluś. Zobaczymy, czego chce. – Uśmiechnąłem się szyderczo odbierając połączenie. Ja natychmiast zerwałem się chcąc mu zabrać komórkę, ale ci goryle mnie powstrzymali, choć nie przestałem ani na chwilę się z nimi szarpać.
- Ani mi się waż! – Warknąłem łypiąc na niego wściekle.
- Halo?
Niestety nie mogłem usłyszeć głosu ukochanego, ale już sobie wyobrażałem jak zareaguje słysząc obcy głos. Bałem się, że będą chcieli go tu zwabić. Nie mo-głem na to pozwolić.
- Przykro mi, ale twój Hung nie może teraz z tobą rozmawiać. Jest trochę za-jęty. – Powiedział mężczyzna patrząc na mnie kpiąco. – Ale jeśli bardzo chcesz go zobaczyć to serdecznie zapraszam.
- NIE!! – Krzyknąłem, ale zaraz zatkano mi usta bym już nie mógł wydobyć z siebie żadnego głosu. Szarpałem się ile miałem sił, nie zważając na ból. Chciałem im przywalić i zakazać Elusivowi przyjeżdżania tu. Bałem się, że jemu zrobią coś. Mężczyzna właśnie tłumaczył, gdzie mój ukochany ma przyjechać. Wiedziałem, że przyjedzie. Wiedziałem, że przeczuwał, iż coś złego się dzieje. Wiedziałem, że zary-zykuje i niedługo tu będzie, choć może się domyślać, że mogą mu zrobić krzywdę. Facet pożegnał się, a ja łypałem na niego groźnie.
- Zabije cię, jeśli choćby jeden włos mu z głowy spadnie! – Krzyknąłem z wściekłości chcąc go dopaść w swoje ręce i rozerwać na strzępy.
- Trzeba było powiedzieć, gdzie KyuNuel przebywa. – Odparł spokojnie opie-rając się o maskę samochodu. – Teraz sobie poczekamy na twojego chłoptasia. Niech zobaczy jak jego Hung szlachetnie broni swojego przyjaciela. – Zaśmiał się szyderczo paląc papierosa. – Zamknąć go. – Rozkazał i natychmiast siłą zaciągnęli mnie do bagażnika.
W ciemności czekałem aż mnie znów wypuszczą tylko, że już wtedy zapewne zobaczę swojego ukochanego a on zobaczy, w jakim jestem stanie. Podbite oko, rozcięta warga i płynąca krew z nosa. W dodatku moje ciuchy były ubrudzone zie-mią a włosy zapewne potargane i sterczące na różne strony. Tak bardzo chciałem by teraz był w szkole. Byłby bezpieczny będąc jak najdalej od tego miejsca. Od tego pustkowia, w które przywieźli mnie. Wiedziałem, że będzie mi trudno zapewnić mu ochronę. Właściwie była minimalna szansa, że będę mógł zrobić cokolwiek, aby go obronić. To było najbardziej dobijające. Czułem się taki bezsilny, ale oddałbym ży-cie za swojego Elusia. Modliłem się teraz by jemu nie zrobili żadnej krzywdy.
Po dłuższym czasie usłyszałem zatrzymujący się samochód. Serce zaczęło mi bić jak oszalałe i wstrzymałem oddech tak bardzo obawiając się, że zaraz usłyszę głos Elusiva. Moje obawy ziściły się i teraz to wszystko przeistoczyło się w kosz-mar. Musiałem jakoś wydostać stąd mojego Dongsaeng całego i zdrowego.
- Witam. Cóż za niespodzianka. Nie sądziłem, że chodziło o tego Elusiva z tego wielkiego rodu Lee. – Usłyszałem głos mężczyzny, który najwyraźniej był nieco zaskoczony, ale starał się tego nie okazywać.
- Gdzie jest Eli? – Zapytał Eluś, a mnie serce ścisnęło. Przymknąłem oczy czując jeszcze większą bezsilność.
- Jest z nami. Tylko nie widać go jeszcze. Panowie…
Zaraz on mnie zobaczy. Zaraz zacznie się całe przedstawienie. A ja nie wie-działem, czy będę w stanie spojrzeć na niego. To przeze mnie będzie jak coś mu się stanie.
Bagażnik został otworzony i znów wyciągnięto mnie siłą z bagażnika.
- Eli! – Krzyknął mój Dongsaeng i poczułem się jeszcze gorzej. Zerknąłem na niego tylko przez chwilę. Taki drobny, taka kruszyna… Chciał podbiec, ale ‘szef’ natychmiast go powstrzymał przystawiając mi lufę do skroni.
- Nie radzę. – Powiedział.
- Przepraszam Elusive… - Odezwałem się cicho wlepiając wzrok w ziemię. Musiałem jak najszybciej wymyślić jakiś plan ucieczki. Cokolwiek.
- Czego chcesz od niego? – Zapytał Elusive stanowczo przeradzając się w chłopca z pazurkami. Lubiłem w nim to. Był słodki, uroczy i niewinny, ale czasem potrafił zamienić się w wojownika.
- To już nie istotne. – Odparł i skinieniem głowy posłał dwóch swoich towarzyszy do niego. Widząc to natychmiast zacząłem się szarpać.
- Nie dotykajcie go!! – Wrzasnąłem wściekle, ale zaraz zostałem powalony na ziemię. Eluś krzyknął i również zaczął się szarpać z mężczyznami, którzy mocno trzymali go.
- Na twoim miejscu nie robiłbym nic głupiego. Jeden ruch a twojemu chłopaczkowi stanie się krzywda. – Rzekł mężczyzna i zaczął okładać mnie pięściami razem z tym drugim łysolem. Słyszałem krzyki swojego Małego, który sprawiał mi więcej bólu niż zadawane mi ciosy. W pewnym momencie dostałem mocnym kopniakiem w głowę, że aż przez chwilę mnie zamroczyło. Przed oczami zobaczyłem ciemność i przestałem już słyszeć cokolwiek.
Coś chłodnego skapnęło na mój policzek. Po chwili kolejna kropla wody kapnęła na moją twarz i powoli spływała po nosie, policzku aż do brody. Powoli otworzyłem oczy będąc cały obolały. Słyszałem czyjąś rozmowę, ale była niewyraźna, nawet nie rozpoznawałem jakiegokolwiek głosu. Wszystko jakby było za mgłą.
Dopiero po dłuższym czasie zacząłem wyraźnie słyszeć słowa, które układały się w pełne zdania. Słyszałem czyjś cichy szloch, który po chwili rozpoznałem. Ser-ce ponownie zaczęło mi pękać, bo dobrze wiedziałem, kim jest ta płacząca osoba.
- …więc teraz jako grzeczny chłopiec pojedziesz z nami. – Powiedział mężczyzna, a ja natychmiast czułem adrenalinę. Powoli odwróciłem się i spojrzałem za siebie. Nigdzie nie mogłam dostrzec dwóch goryli ‘szefa’, ale też nie było samochodu, którym przyjechał Elusive. Był tylko jeden z tych łysych osiłków i ten, co rozkazywał im. No i oczywiście był Eluś. Stał przed tym gnojem łkając cicho. Zaraz zaczął się szarpać znów, kiedy to ten jeden osiłek próbował posadzić go w samochodzie. Natomiast przywódca poszedł na przód auta i zaczął rozmawiać z kimś przez telefon. Powoli podniosłem się starając nie robić zbyt wielkiego hałasu. Eluś i łysy siedzieli w środku czekając na kierowcę. Podszedłem do drzwi, otworzyłem je i siłą wyciągnąłem osiłka zaraz dając mu po mordzie. Choć już mi brakowało sił to jednak nie miałem zamiaru pozwolić by ktokolwiek gdziekolwiek wywiózł i nie wiadomo, co zrobił z moim ukochanym.
- Eli! – Krzyknął Dongsaeng wysiadając zaraz z samochodu i przyglądając się jak łamię facetowi ramię. Jednym uderzeniem prosto w szyję mężczyzna złapał się za gardło dławiąc się.
Po chwili na dobre się rozpadało. A ja wciąż walczyłem z osiłkiem chcąc do-bić go do nieprzytomności. Kiedy w końcu mi się to udało wstałem i odwróciłem się. Zobaczyłem jak mężczyzna trzyma mocno Elusia w swoich łapach i patrzy na mnie nieco zdezorientowany.
- Jeden krok a mały zginie. – Syknął wściekle i wyciągnął broń kierując ją w moją stronę.
Patrzyłem na niego myśląc jak tu się zbliżyć i uwolnić Elusiva z jego uścisku. Na niebie pojawiła się błyskawica rozświetlająca nasze twarze, a po niej nastąpił głośny grzmot, na który Eluś drgnął. Wiedziałem, że boi się burzy i zacznie drżeć ze strachu.
- Będziesz strzelał do bezbronnego człowieka? – Zapytałem unosząc ręce. – Gdzie twój męski honor? Każdy to potrafi. Walcz jak mężczyzna. – Dodałem patrząc mu w oczy.
- Nie jestem taki głupi. – Zaśmiał się krótko i wtem Elusive mocno uderzył go łokciem w brzucho tak jak go uczyłem, w razie gdyby został kiedyś zaatakowany. Mężczyzna syknął cicho wypuszczając z dłoni pistolet, a ja natychmiast podbiegłem do niego łapiąc go za fraki i pchnąłem z całej siły na samochód. Złapałem za jego włosy i przywaliłem głową mężczyzny o szybę, która się rozbiła.
- Mówiłem byś go nie dotykał. – Syknąłem wściekle naparzając na niego pięściami i nogami. Jednak ten zaraz rzucił się na mnie przewracając mnie na ziemię. Zadał mi kilka ciosów nim Dongsaeng nie kopnął go w krocze.
- Dzwoń na policję! – Krzyknąłem do niego szarpiąc się z mężczyzną, który nie chciał dać za wygraną. Z pomocą nóg przerzuciłem go nad swoją głową zaraz podnosząc się. Złapałem jego rękę i nogami oplotłem wokół jego szyi zaczynając go dusić. Nie miał jak się bronić.
Po dłuższym czasie w końcu odpłyną a ja mogłem go puścić i odetchnąć opa-dając powoli na mokrą ziemię. Niebo znów rozjaśniło się na chwilę, a potem donośny huk zabrzmiał mi w uszach.
- Eli… - Usłyszałem cicho drżący szept. Spojrzałem na swojego ukochanego, który trząsł się i ze strachu i z zimna.
Ostatkiem sił podniosłem się i podszedłem do niego zaraz obejmując go moc-no.
- Cii… Jestem tu. Już po wszystkim. – Szepnąłem do jego uszka czując jego osłabione ciałko, które tuliło się do mnie szukając schronienia. – Nie dam cię skrzywdzić. – Dodałem głaszcząc go po główce. Kiedy podniosłem wzrok spostrzegłem jak osiłek podnosi rękę trzymając w niej broń, którą skierował w nas. W mgnieniu oka odepchnąłem na bok Elusiva samemu zostając postrzelonym w nogę. Syknąłem z bólu upadając na ziemię. Szybko podczołgałem się do nieopodal leżącej broni i strzeliłem w łysego mężczyznę trafiając go w czoło. Natychmiast padł martwy a ja już któryś raz odetchnąłem z ulgi, choć teraz noga strasznie mnie bolała. Zacisnąłem mocno zęby by nie wydawać żadnego głosu.
- Eli! – Krzyknął Eluś zaraz klęcząc przy mnie. Po jego policzkach ponownie spłynęły łzy. – Zabiorę cię do szpitala. Dasz radę wstać? – Zapytał drżącym głosem, ale wtem z daleka było słychać syreny i po chwili z radiowozów wysiedli policjanci.
Syknąłem cicho wsiadając do radiowozu a zaraz obok mnie usiadł Eluś. Objąłem go ramieniem przy okazji również przykrywając go kocem, który dostaliśmy od policji. Wcześniej zostałem opatrzony i przesłuchany a teraz mogliśmy już wrócić do domu. Maluszek wtulił się we mnie trzęsąc się wciąż z zimna. Był cały przemoczony i wystraszony. Wziąłem głęboki oddech opierając policzek na jego główce ciesząc się, że to już koniec wrażeń na dziś.
- Przepraszam cię. Wpędziłem cię w kłopoty. Nie chciałem tego. - Szepnąłem całując go w czubek główki.
- Kocham cię. - Szepnął cichutko tuląc się do mnie mocniej.
Pogłaskałem go po główce chcąc mu zapewnić bezpieczeństwo, choć teraz zastanawiałem się czy to będzie możliwe, czy wciąż będzie się czuł przy mnie bezpiecznie.
Koniec <3
Nie wiem czy dobrze posklejalem, ale kij ^^ A to twórczość mojego ukochanego także prosze spokojnie i miło, bo jak ktoś mi po nim pojedzie to nie ręczę za siebie -,- ^^
Postaram się od tego czasu wstawiać coś częściej. Musze też porozmawiać w końcu szczerze z ummą...
Poza tym mam ogłoszenie:
Z powodu braku pomysłu na paringi (tak wiele ich napisałem -,- wiem) przyjmuje propozycje wystarczy podać:
-Imiona, nazwiska, pseudonimy i zespół do którego należą moje ofiary
-do tego jakieś opisy charakterków (nie zakładajcie z góry, że wszystkie osoby znam) lub wasz pomysł na charakter
-Do tego można, ale nie trzeba, dorzucić pomysł na fabułę.
Będę wielce wdzięczny za wszystkie pomysły dorzucone przez was <3
~ Ukecian po renowacji ^^
Mój agresywny Kociak ^^ <3
OdpowiedzUsuńKocham Cię <3
Blog jest świetny! Oby tak dalej!
OdpowiedzUsuń~Pigeon ^^