To deszcz pozwolił mi marzyć, to deszcz nauczył mnie ukrywać
uczucia. I teraz on zabierał mi wszystko. On odchodził z inną. Patrzył na nią
tak jak kiedyś mi obiecał, że będzie na mnie patrzył. Ale to był tylko głupi
test. Sprawdzał czy naprawdę woli mężczyzn… ale jednak wolał kobiety. Jakie to
ironiczne. Patrzyłem za nimi ale nawet nie czułem złości czy bólu. Po prostu
obejmował kobietę w pasie i szedł z nią w stronę przeciwną do strony z której przyszliśmy
razem. To wyglądało jak wymiana.
Przyszliśmy razem, a teraz on odchodził z nią. To też było ironiczne. Mnie
trzymał za rękę, puścił i objął tą jasnowłosą kobietę. To także było ironiczne.
W sumie… ostatnio całe moje życie było przesiąknięte ironią i aż nią cuchniało.
On tylko robił co mógł bym nigdy nie poczuł, że traktował mnie poważnie, nie chciał
bym uważał, że między nami mogło dziać się coś więcej niż zwykły seks, czy
pieszczoty czy choćby nawet czułe słowa. Jego to śmieszyło- mnie bolało. Ale
trwałem przy nim by wiedział, że we mnie ma oparcie, bo rozkochał mnie jeszcze
zanim postanowił zmienić to w zwykłą grę pozorów zagłuszoną jego śmiechem z
moich słów, które otwierały moje serce.
Ale teraz chciałbym mu podziękować. Za to, że wiedział w
którym momencie zakończyć tą błazenadę i nie sprawiać by bolało gdy będzie
mówił ‘żegnaj’. Nigdy nie pokazał mi zbyt dobrego obrazu siebie i nie potrafił
potraktować mnie jak prawdziwego, potrzebnego członka swojego istnienia i
swojej przyszłości.
A teraz patrzyłem jak odchodził z inną i lekko się
uśmiechnąłem. Niech mu się wiedzieć. Skoro jej mówił, że ją kocha, a mnie
wyśmiewał kiedy wychodziło to z moich ust. Odwróciłem się i cicho prychnąłem.
Niech tej dziewczynie się wiedzie, chyba nie wie z kim planuje się związać. W
tym momencie zauważyłem, że jest we mnie pełno sprzeczności, a skrajność przechodzi
w skrajność. Ale dobrze mi z tym, jestem kim jestem, a jeśli ktoś nie potrafi
tego zaakceptować nigdy nie zagrzeje przy mnie miejsca na dłużej- tak jak on go
nie zagrzał.
Odwróciłem się i nałożyłem kaptur na głowę wtykając
słuchawki do uszu. Odetchnąłem głęboko z błogim uśmiechem ruszając w
praktycznie nieznaną mi stronę. Niechciałem iść do domu, ani do baru, ani
nigdzie, po prostu… podążałem bez celu jak samotny wędrowiec. Jednak ja nie
byłem sam, miałem przy sobie muzykę, która delikatnie ukajała moje serce. Zaśmiałem
się, sam Nie wiem dlaczego. Może wreszcie czułem się wolny jak ptak? Bez obaw,
że jeśli pójdę do mojego chłopaka znowu nie otrzymam czułości tylko śmiech
imprezy i… no cóż, brak jego dla mnie.
W tej chwili nie przejmowałem się niczym, nawet tym, że
wchodze na ulice, a w moją stronę pędzi auto. Kiedy to dostrzegłem było za
późno. Zacząłem krzyczeć i poczułem ból. Jednak… leżałem na kimś. No cudownie!
Wyśniłem sobie to, że on odszedł, a tak naprawdę leże na nim i śpie… ale coś mi
nie pasowało. Otworzyłem oczy i zobaczyłem faceta który wybiegł z auta krzycząc
i gestykulując, ale co on mnie tam obchodził? Ważniejszy był Książe pode mną,
który rozmasowywał sobie głowę.
Prawdziwy Książe
[Od autora]:
Tak jakoś się wzięło i się samo napisało ;p
I teraz pytanie czy to kontynuować ;)
~Ukecian
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz