sobota, 19 października 2013

Iluzja


Słyszałem jego delikatny głos. Jestem pewien! On tutaj jest! Tylko czemu, do cholery, jest tak ciemno?! Gdzie to słońce?!
-Kibum!-warknąłem najgłośniej jak umiałem. Zamiast jego głosu odpowiedział mi cichy szelest po lewej. Co on sobie w ogóle wyobrażał?!-Key! Nie baw się ze mną!-warknąłem nie za bardzo zadowolony.
Już nieźle nabuzowany ruszyłem po omacku w stronę kolejnego, tajemniczego szelestu. Uderzyłem o kant stolika kiedy tylko się poruszyłem.
-Kibum!-warknąłem lodowatym głosem. To mi się wcale nie podobało.-jeśli zaraz nie zaświecisz tego światła to stanie  się coś złego. I to nie koniecznie mi.
Z boku rozległ się chochlikowaty śmiech, a ja od razy tam wystrzeliłem trafiając na próg i wykładając się.
-Kurwa mać! Key! Czuj się zgwałcony! Już nie żyjesz!-krzyknąłem podnosząc się i rozmasowywując  kolano.
Jakiś cień mignął obok. Westchnąłem ciężko, a moje oczy wreszcie przyzwyczaiły się do ciemności.
-Kibum, musze coś Ci powiedzieć.-westchnąłem zrezygnowany i coraz bardziej zirytowany. Nie usłyszałem odpowiedzi, tylko cichy szelest obok mnie i świst powietrza.
-Ja naprawdę musze Ci coś powiedzieć!-warknąłem w pustkę i odetchnąłem głęboko
Teraz albo nigdy. Albo raczy mnie wysłuchać, albo tylko się zbłaźnię. To i tak nie pierwszy raz kiedy będę się błaźnił. To wcale, a wcale nie leżało w mojej naturze, ale dla tej Divy mogłem poświęcić wiele. Wciąż zastanawiające było to co tu się działo. Brak jakiegokolwiek źródła światła. Wzrok może i już przyzwyczaił się do tej ciemności, ale to nic nie dawało, wszystko wydawało się takie odległe, złe i zimne. Mogłem zastanawiać się w ogóle gdzie jestem- nie było to ani studio, ani budynek zarządu, ani dorminatorium- ale moje myśli krążyły raczej przy tym jak się tu znalazłem, a tym bardziej dlaczego sądziłem, że jest tu ze mną Kibum…
W tym samym momencie moje myśli zwiódł śmiech Divy. Tak dobrze słyszalny, tak czysty i prawdziwy.
-Sam tego chciałeś-warknałem i stanąłem w miejscu biorąc głęboki oddech przymykając oczy.-Kibum , wiem, że pewnie i tak mnie nie zechcesz, że i tak tego wszystkiego nie zaakceptujesz i karzesz mi odejść, ale po prostu chce byś wiedział. Tylko tyle. To da mi wreszcie spokój, może w końcu się wyśpie, a ten kamień spadnie mi ostatecznie z serca. To nie tak, że nie jestem tego pewien, to nie tak, że nie walczyłem ze sobą. Uciekałem się nawet do chodzenia na 5 randek dziennie. Ale to nic nie dawało, już nawet nie chce walczyć o siebie. Będę walczył o Ciebie byś był szczęśliwy i spełniał marzenia. Pomogę Ci w tym, zmienie się i zrobie co w mojej mocy by Twój świat był lepszy. Zespół, chłopaki są częścią naszej, małej rodziny, ale to o Ciebie chce troszczyć się najlepiej jak potrafie. Już więcej nie będę musiał patrzeć jak cierpisz, sam dopilnuje tego byś nigdy nie cierpiał. Tylko… nigdy nie odchodź, bądź chociaż obok, patrz na mnie czasem, po prostu bądź. Najbardziej w życiu boję się braku Ciebie. Nie odchodź, Kocham Cię.-wyrzuciłem coraz bardziej przybity.
I nagle wszystko zaczęło się zmieniać. Czerń rozjaśniły jakieś czerwone światła. Coś, jakby mgła, nagle zaczęło opadać. Rozejrzałem się, a w mózgu odblokowały się jakieś drzwi. Przede mną za szybą stał menadżer, obok niego prezes i jeszcze kilka innych osób. Wszyscy mieli takie same zdziwione miny. Rozejrzałem się i zrozumiałem, że to była tylko iluzja…
-Wyprowadźcie go stąd i dopilnujcie by nie zrobił czegoś głupiego-mruknął prezes przyciskając uprzednio jakiś przycisk-aha… i dawajcie następnego…



[Od autora]:
Wiem, że długo nie było żadnych postów i w ogóle, ale moja wena postanowiła wyjechać w podróż dookoła świata, albo jak to nazwała moja kuzynka 'w podróż poślubną z yuri'. Umma także nic nie dodaje ponieważ jej laptop odmówił posłuszeństwa (parszywiec jeden)

Co do pewnego komentarza. Przepraszam za moje błędy. Dla was mogą być one rażące, jednak ja mam problemy z ortografią i interpunkcją i z tym wszystkim, dlatego nie wiem czasem że tu czy tam robie błąd.Wszystkich za to przepraszam, że jest dużo błędów i za wszystko inne.
Co złego to nie ja ;)~ Ukecian

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz